piątek, 31 sierpnia 2012
Nowy rok szkolny
Uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego 2012/2013 nastąpi w poniedziałek 3 września o godzinie 9.00 w sali gimnastycznej.
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Siła sióstr
"Szwaczka" to ostatnia pozycja z listy moich wakacyjnych książek. Autorką opasłego dzieła jest brazylijska pisarka Frances de Pontes Peebles. Książka ukazuje podział społeczny Ameryki Południowej na początku XX wieku na obszary biedne i zacofane oraz nowoczesne, dążące do przemian, liberalizacji i transformacji systemu.
Emilia i Luzia wychowują się w interiorze, w którym mieszkańcy powierzają swój żywot pogańskim przesądom oraz łasce świętych. Obie siostry pragną wydostać się z zacofanej prowincji. Ciotka Sofia, spełniająca w ich życiu rolę matki, uczy ich szycia, które ma stanowić przepustkę do lepszego życia. Dla Emilii inspiracją są nowoczesne magazyny o modzie oraz marzenia o zamążpójściu. Wysoki wzrost oraz okaleczona ręka przysłaniają Luzii nadzieje na lepszą przyszłość.
Ucieczka z interioru okaże się dla sióstr pułapką, z której nie będą miały szansy powrotu. Harda Luzia trafi do bandy anarchistycznych cangaceiros, którzy sieją postrach w rejonie Brazylii. Stanie się żoną głównego przywódcy, Jastrzębia, a po jego śmierci przejmie jego obowiązki i niejednokrotnie sięgnie po broń. Emilia, skuszona wyjazdem do bogatego Recife, porzuci marzenia o miłości i wyjdzie za mąż z rozsądku. Świat, do którego trafi, boleśnie ją rozczaruje. Okaże się, że nie wie nic o mężczyźnie, którego poślubiła. Drogi sióstr zbiegną się, gdy będą musiały stanąć przeciwko sobie. Czy siła siostrzanej miłości połączy dwa skrajnie różne środowiska?
"Szwaczka" Frances de Pontes Peeble to wspaniałe epickie dzieło. Książka ukazuje problem wyborów, które kształtują człowieka. Autorka nie narzuca jednak czytelnikowi właściwych decyzji. Dzięki temu po lekturze jeszcze długo będziemy się zastanawiać "Co by było gdyby...?".
wtorek, 21 sierpnia 2012
Buba
Tak zatytułowana jest książka Barbary Kosmowskiej, która opowiada o losach 15-latki i jej zwariowanej rodziny. Matka jest pisarką, ojciec producentem telewizyjnym. Bez przerwy biegają na jakieś spotkania i nagrania. Jest jeszcze dziadek ze swoją obsesją na puncie totolotka i gry w "ogóra". A w tym wszystkim dorastająca Buba.
Buba to postać, która między swoimi własnymi problemami, młodzieńczą miłością, dorastaniem, walczy o szczęście swojej rodziny. Nie wymaga jednak zbyt wiele - marzy, by wszyscy mieli więcej czasu dla siebie. Na szczęście ma dziadka, który wydaje się rozumieć ją najlepiej. To on zaprosi na partyjkę kart, gdy atmosfera między rodzicami zrobi się napięta. Jemu może się zwierzyć, że Adam umówił się z Jolką.
"Buba" to obraz relacji rodzinnych między trzema różnymi pokoleniami. Nie mamy tu jednak do czynienia z uproszczonym schematem: mądry dorosły - buntownik nastolatek. Spośród wszystkich bohaterów książki to właśnie dziewczyna jest najbardziej zrównoważoną i rozsądną osobą, której pozytywne nastawienie do życia pozwala spojrzeć na problemy z innej perspektywy. Książka ta, poza ogromną dawką humoru, dostarczy nam również kilku pouczających lekcji o życiu.
Buba nie była ani ładna, ani brzydka. Ani też specjalnie wysoka, choć nazwać ją niską, to byłoby nieporozumienie. Mogła się wydawać nazbyt gruba, ale tak naprawdę gruba nie była. Niektóre sprzedawczynie mówiły nawet do niej "kruszynko", gdy mierzyła kolejną parę dżinsów. Bo Buba chodziła tylko w dżinsach. Jakby na świecie we wszystkich sklepach z ciuchami sprzedawali tylko wycieruchy. (...) Nieraz zastanawiała się, czy ktoś z rodziny wie, jak naprawdę ma na imię. Na wszelki wypadek nie zadawała nikomu z bliskich tego kłopotliwego pytania. Zresztą, co za różnica, jak brzmiało jej prawdziwe imię, skoro go w ogóle nie używano? Podobno rzecz się miała z nazwiskiem. Wiecznie ją pytano o matkę lub ojca. (...) Dlatego ilekroć odcinała się od swego głośnego nazwiska i idących za nim próśb o autografy, czuła się jak znakomita aktorka po kolejnym udanym spektaklu.
Buba nie była ani ładna, ani brzydka. Ani też specjalnie wysoka, choć nazwać ją niską, to byłoby nieporozumienie. Mogła się wydawać nazbyt gruba, ale tak naprawdę gruba nie była. Niektóre sprzedawczynie mówiły nawet do niej "kruszynko", gdy mierzyła kolejną parę dżinsów. Bo Buba chodziła tylko w dżinsach. Jakby na świecie we wszystkich sklepach z ciuchami sprzedawali tylko wycieruchy. (...) Nieraz zastanawiała się, czy ktoś z rodziny wie, jak naprawdę ma na imię. Na wszelki wypadek nie zadawała nikomu z bliskich tego kłopotliwego pytania. Zresztą, co za różnica, jak brzmiało jej prawdziwe imię, skoro go w ogóle nie używano? Podobno rzecz się miała z nazwiskiem. Wiecznie ją pytano o matkę lub ojca. (...) Dlatego ilekroć odcinała się od swego głośnego nazwiska i idących za nim próśb o autografy, czuła się jak znakomita aktorka po kolejnym udanym spektaklu.
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Niema więź
"Historia Edgara" Davida Wroblewskiego to dzieło wielowymiarowe. Na stronach tej, trochę mistycznej, powieści odsłonią się przed nami dzieje dwu pokoleń rodziny Sawtellów i ich wysiłki związane ze stworzeniem nowej, idealnej rasy psów. Wszystko to wydaje się jednak być tłem do poznania i zrozumienia osobowości jednego bohatera - Edgara - syna Trudi i Gara, właścicieli hodowli owczarków.
Zanim poznamy Edgara, dowiemy się, że jego matka trzykrotnie była w ciąży, najpierw poroniła, potem urodziła martwe dziecko. Edgar przyszedł na świat bez komplikacji, jednak w pierwszych chwilach po porodzie nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Brak fonacji nie związany z żadnymi zdrowotnymi czynnikami (chłopiec nie jest głuchy) towarzyszy mu już przez całe życie i stanowi zagadkę dla czytelnika.
Pewnego dnia, w niewyjaśnionych do końca okolicznościach umiera ojciec Edgara. Chłopiec jest świadkiem tej sceny, jednak nie może zrobić nic, aby wezwać pomoc. Owo zdarzenie odciśnie piętno na całym jego dalszym życiu, a obsesyjne pragnienie wyjaśnienia śmierci Gara i znalezienia winnych doprowadzi do niezwykle zaskakującego i, niekoniecznie szczęśliwego, finału.
- Tu centrala. W czym mogę pomóc?
Serce podeszło mu do gardła. Starał się wydać jakiś dźwięk z ust, ale dobywał się z nich jedynie odgłos sapania, kiedy wydychał powietrze. Wziął szeroki zamach i z całych sił uderzył się w piersi, równocześnie usta układając w słowa.
- Czy coś się stało? - zapytała telefonistka.
Ponownie uderzył się pięścią w piersi. I jeszcze raz. Każde kolejne uderzenie wydobywało pojedynczy ton z jego ciała.
- A-n-a-a-a.
- Proszę powiedzieć, kto dzwoni, nic nie rozumiem - rzekła telefonistka.
Almondine cofnęła się o krok i zaczęła szczekać, głęboko i chrapliwie, gwałtownie uderzała ogonem w lewo i prawo i biegała do drzwi i z powrotem.
- Nic nie rozumiem. Skąd jest telefon?
Edgar zaczął uderzać słuchawką o kuchenny blat, aż rozpadła się na części, wówczas zostawił ją zwisającą na sznurze i wybiegł z domu (...)
środa, 8 sierpnia 2012
Wspieraj swoją bibliotekę!
Przypominam o trwającej akcji księgarni Gandalf, dzięki której możesz pomóc zapełnić regały szkolnej biblioteki nowościami. Wystarczy zrobić zakupy w internetowej księgarni Gandalf i wpisać hasło szkoły: BATUT. Szczegóły tutaj.
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Siła marzeń
"Marzycielka z Ostendy" to zbiór opowiadań Erica-Emmanuela Schmitta (znanego Wam głównie z "Oskara i Pani Róży"), przeznaczony dla tych, którzy nie lubią podczas wakacji zagłębiać się w skomplikowaną fabułę.
Książka przedstawia pięć różnych historii ludzkich. Wszystkie, choć różne tematycznie jak i narracyjnie, koncentrują się wokół odwiecznych pragnień, skrywanych tajemnic, egzystencjalnych pytań. Niektóre bardziej naiwnie przedstawiają rzeczywistość (jak np. historia miłosna tytułowej "Marzycielki z Ostendy"), inne pokazują problem przemijania i poszukiwania swojej drogi ("Kobieta z bukietem", "Zbrodnia doskonała"). Każde, kilkudziesięciostronicowe opowiadanie, zawiera głębsze przesłanie. Wspólnie z bohaterami przeżywamy ich historię, z których jedna jest nam bliższa, inna mniej.
Styl Schmitta zawsze się obroni. W "Marzycielce z Ostendy" odnajdziemy głęboko skrywane prawdy o ludziach, które pozwolą nam skonfrontować je z własnymi doświadczeniami. Przypomnimy sobie również o istotnych rzeczach, o których zapominamy na co dzień, a których waga stanowi o naszym życiu.
poniedziałek, 30 lipca 2012
Tajemnica Fermina
"Więzień nieba" to kolejne, po fenomenalnym "Cieniu wiatru" i równie dobrej "Grze Anioła" dzieło Carlosa Ruisa Zafona z cyklu powieści o cmentarzu książek. Autor na samym początku zaznacza, że można je czytać w dowolnej kolejności, choć nie do końca ma rację.
Losy bohaterów powieści rozgrywają się w końcówce lat 50. XX wieku. Daniel Sempere jest już dojrzałym mężczyzną, mężem swej młodzieńczej miłości - ślicznej Bei i ojcem małego Juliana. Wszyscy troje mieszkają w małym mieszkaniu na poddaszu księgarni Sempere i Synowie. Wspólny biznes przynosi coraz mniejsze zyski. Ale nie o losach rodziny Sempere będzie traktować ta książka.
Najlepszy przyjaciel i druh Daniela, Fermin Romerro de Torres, postanowił opuścić stan kawalerski. Dzięki podjęciu przez niego najważniejszej z życiowych decyzji oraz wizycie w księgarni zagadkowego, kalekiego mężczyzny, dowiemy się, jak mroczną ukrywa przeszłość stary Fermin. Powoli, krok po kroku odsłaniać się będzie przed nami historia, o której "Barcelona wolałaby zapomnieć".
Choć "Więzień nieba" nie jest równie porywający jak "Cień wiatru" czy "Gra Anioła", warto go przeczytać. Stanowi pewne uzupełnienie cyklu o cmentarzu książek. Osobom, które do tej pory nie zetknęły się z twórczością Zafona, poleciłabym jednak na początek lekturę wcześniejszych dwóch pozycji.
Losy bohaterów powieści rozgrywają się w końcówce lat 50. XX wieku. Daniel Sempere jest już dojrzałym mężczyzną, mężem swej młodzieńczej miłości - ślicznej Bei i ojcem małego Juliana. Wszyscy troje mieszkają w małym mieszkaniu na poddaszu księgarni Sempere i Synowie. Wspólny biznes przynosi coraz mniejsze zyski. Ale nie o losach rodziny Sempere będzie traktować ta książka.
Najlepszy przyjaciel i druh Daniela, Fermin Romerro de Torres, postanowił opuścić stan kawalerski. Dzięki podjęciu przez niego najważniejszej z życiowych decyzji oraz wizycie w księgarni zagadkowego, kalekiego mężczyzny, dowiemy się, jak mroczną ukrywa przeszłość stary Fermin. Powoli, krok po kroku odsłaniać się będzie przed nami historia, o której "Barcelona wolałaby zapomnieć".
Choć "Więzień nieba" nie jest równie porywający jak "Cień wiatru" czy "Gra Anioła", warto go przeczytać. Stanowi pewne uzupełnienie cyklu o cmentarzu książek. Osobom, które do tej pory nie zetknęły się z twórczością Zafona, poleciłabym jednak na początek lekturę wcześniejszych dwóch pozycji.
niedziela, 22 lipca 2012
Zderzenie dwóch światów
Abdel Sellou, którego biografia zainspirowała głośny ostatnio film "Nietykalni" w reż. Oliviera Nakache, jest autorem autobiograficznej książki "Odmieniłeś moje życie". Zanim zdecydowałam się pójść do kina, postanowiłam sięgnąć po książkę.
Abdel Sellou to Algierczyk mieszkający we Francji. Gdy skończył cztery lata, rodzice oddali go pod opiekę wujostwu mieszkającemu nad Sekwaną. Sam jednak nigdy nie twierdził, że rodzice go porzucili, zwyczaj "darowania" sobie potomstwa był czymś naturalnym w jego kulturze. Abdel nie należał do grzecznych dzieci. Jego głównym źródłem utrzymania były kradzieże, a do szkoły chodził tylko ze względu na stołówkę. Z chwilą osiągnięcia wieku dojrzałości wylądował w więzieniu, gdzie odsiedział niecały rok. Wszystko miało się jednak zmienić za sprawą pewnego tetraplegika.
Początkowo, gdy ze skierowaniem biura pracy trafia do domu Philippe Pozzo di Borgo, nie ma zamiaru zostać w nim na dłużej. Jednak coś w tym sparaliżowanym od szyi w dół mężczyźnie przekonuje go, by zostać jego asystentem. Kompletnie nieprzygotowany do tej roli Sellou, z czasem staje się jego pielęgniarzem i najlepszym przyjacielem. W końcu dwóch mężczyzn z zupełnie odległych od siebie światów spędza ze sobą dziesięć lat, które zmienią ich obu.
"Jeśli chodzi o mnie, zostałem przyjęty jako 'pomocnik' - bardzo lubię to słowo. Zastanawiałem się już wcześniej nad sensem, jaki się mu nadaje. W gramatyce francuskiej mamy czasowniki pomocnicze, posiłkowe, które nie występują same. Trzeba do nich dodać inny czasownik, bo inaczej nic nie znaczą. Na przykład czas przeszły większości czasowników jest formą złożoną, w której występuje czasownik posiłkowy 'mam'. 'Mam zjedzone' znaczy 'zjadłem', 'mam spane' znaczy 'spałem'. W takim rozumieniu ja pełnię funkcję czasownika posiłkowego, a pan Pozzo jest tym drugim czasownikiem. To on jedzie, je, śpi. Ale beze mnie sobie nie poradzi."
wtorek, 17 lipca 2012
Wakacyjna miłość
Wakacje to najlepszy czas, w którym można zaprzyjaźnić się z książką. Uczniowie odpoczywają od nauki, leniuchują na plaży, w ogrodzie, nad jeziorem. W chwilach błogiego wytchnienia warto przenieść się do literackiego świata i przeżyć wakacyjną przygodę. Na blogu co tydzień znajdziecie wpisy na temat pozycji, które warto przeczytać w wakacje. Czekam również na Wasze propozycje na stronie i facebooku. Życzę miłego wypoczynku z książką...
UWAGA KONKURS!!!
UWAGA KONKURS!!!
piątek, 29 czerwca 2012
Wakacje oficjalnie rozpoczęte
Z ciężkim sercem żegnaliśmy dzisiaj 100 uczniów - absolwentów klas III, którzy opuścili mury naszej szkoły. Na uroczysty apel zakończenia roku szkolnego 2011/2012, który odbył się w sali gimnastycznej przybył Burmistrz Bolkowa oraz przedstawiciele służby publicznej i instytucji kultury. Dyrektor Gimnazjum, p. Dariusz Lisowski z dumą mówił o imponujących wynikach, jakie trzecioklasiści osiągnęli w testach gimnazjalnych.
Najwięcej nagród otrzymał na swoje ręce Wojciech Fica, absolwent klasy 3a. Został odznaczony zaszczytnymi tytułami Primus Inter Pares (najlepszy z najlepszych) oraz Absolwenta Roku. Otrzymał również specjalne wyróżnienie od Burmistrza Bolkowa oraz nagrodę za najlepsze wyniki w testach gimnazjalnych klas III. Burmistrz uhonorował także Magdę Wójciak (3b) za bardzo dobre wyniki w sporcie.
Wychowawcy poszczególnych klas przyznali nagrody uczniom, którzy otrzymali czerwone paski na świadectwie. W klasach pierwszych były to 4 osoby (po jednej z każdej klasy), w klasach II 10 osób, zaś w trzecich 14.
Poza uczniami z wysokimi wynikami w nauce nagrodzeni na apelu zostali również Ci, którzy wykazali się szczególnymi osiągnięciami w różnych dziedzinach. Pozostałe wyróżnienia zostały rozdane w salach lekcyjnych wychowawców.
Galeria zdjęć
Najwięcej nagród otrzymał na swoje ręce Wojciech Fica, absolwent klasy 3a. Został odznaczony zaszczytnymi tytułami Primus Inter Pares (najlepszy z najlepszych) oraz Absolwenta Roku. Otrzymał również specjalne wyróżnienie od Burmistrza Bolkowa oraz nagrodę za najlepsze wyniki w testach gimnazjalnych klas III. Burmistrz uhonorował także Magdę Wójciak (3b) za bardzo dobre wyniki w sporcie.
Wychowawcy poszczególnych klas przyznali nagrody uczniom, którzy otrzymali czerwone paski na świadectwie. W klasach pierwszych były to 4 osoby (po jednej z każdej klasy), w klasach II 10 osób, zaś w trzecich 14.
Poza uczniami z wysokimi wynikami w nauce nagrodzeni na apelu zostali również Ci, którzy wykazali się szczególnymi osiągnięciami w różnych dziedzinach. Pozostałe wyróżnienia zostały rozdane w salach lekcyjnych wychowawców.
Galeria zdjęć
Subskrybuj:
Posty (Atom)







